Gdyby Ania z Zielonego Wzgórza miała szczęśliwe dzieciństwo. „Nienia” Agnieszki Tyszki


Literatura, Recenzja / środa, Marzec 4th, 2020

Po książki Agnieszki Tyszki sięgałam i sięgam wtedy, kiedy mam ochotę na lekturę lekką, przyjemną i… dającą do myślenia. Autorka tworzy ciekawe współczesne bohaterki, w dowcipny sposób mierzy czytelnika z ich problemami a po lekturze zostawia nas w dobrym humorze. Jej M jak dżeM, podejmujące problem prześladowania w szkole, czytałam nawet kiedyś ze swoimi klasami w szkole podstawowej w ramach lektury szkolnej. Na podstawie moich doświadczeń napisałam artykuł naukowy. Niedawno recenzowałam także jej Nawijkę na Skajpie.

Tym razem w moje ręce (za pośrednictwem wydawnictwa Akapit Press) wpadły dwie części nowego cyklu Tyszki Nienia z Zielonego MarzeniaLato i Zima Nieni. Druga z książek ma naprawdę przecudowną okładkę i ilustracje! Aż szkoda, że ta pierwsza utrzymana jest w bardziej kreskówkowej a mniej artystycznej stylistyce. Mam nadzieję, że okładki kolejnych części będą jednak podobne do Zimy.

O Nieni wspominałam już na swoim Instagramie, a powstanie dłuższego tekstu zakłócały różne inne zobowiązania i zawirowania (ot, na przykład prozaiczna przeprowadzka i powrót do pracy!). Teraz jednak nadrabiam, bo Nieni należy się trochę więcej niż tylko krótki komentarz na Insta.

Nienia czy Ania?

Tytuł cyklu przywodzi na myśl książkę Lucy Maud Montgomery Ania z Zielonego Wzgórza. Myślę, że to nie przypadek, a świadome nawiązanie do twórczości kanadyjskiej pisarki. Bardzo wyraźne jest powinowactwo duchowe Nieni i Ani a także Emilki (cykl Emilka ze Srebrnego Nowiu) czy Marigold (Czary Marigold), czyli tych dziewczynek, które Montgomery obdarzyła bogatą wyobraźnią i umiejętnością widzenia więcej.

Dobrymi znajomymi Nieni są Wiatr i Leśne Licho, a najlepszą przyjaciółką jest Emma Walenberger, mieszkająca… na cmentarzu. Tak, Emma jest duchem dziesięciolatki, z którym Nienia się bawi, który nigdy się nie odzywa, ale który w dziwny sposób stanie się bohaterem drugiej części przygód dziewczynki.

Nienia biega po okolicy leśniczówki Zielone Marzenie, w której mieszkają jej dziadkowie i żyje właśnie marzeniami oraz nakłada na świat realny swoje wyobrażenia. Z uwagi na specyfikę bohaterki myślę, że książka Tyszki nie spodoba się każdej czytelniczce. Przemówi raczej do bratniej duszy Nieni, do dziewczynki w wieku 8-10 lat tak samo zmieniającej świat swoją wyobraźnią.

Nienię cechuje taka… naiwność duszy. Ta dziewczynka jest naprawdę jak wyjęta ze starych książek mojego dzieciństwa. Żyje we własnym zielonym świecie. Jest też trochę takim dzikim dzieckiem – mocno związanym z przyrodą, łagodną siostrą Ronji córki zbójnika.

A o czym to jest?

W tym miejscu wypadałoby przerwać dywagacje literaturoznawcze i krótko przedstawić fabułę. W pierwszej części Nienia spędza u dziadków wakacje. Hasa po polach i lasach, rozmawia z Emmą oraz Rusałką, która jednak nie jest leśną boginką, a malarką, która uciekła z miasta do lasu. W ten spokojny świat wkracza kuzynka Manuelka z tabletem. Dziewczynka jest w wieku Nieni i jest przedstawicielką pokolenia dzieci wychowanych przez smartfony.

Początkowo bardzo denerwowała mnie kreacja postaci Manuelki i jej zestawienie z Nienią. Mamy tu do czynienia z prostym podziałem: tablet i technologia niszczą wyobraźnię i świat uczuć i relacji, a kontakt z naturą, brak tabletu pod ręką rozwija wymienione przymioty.

Ten czarno-biały podział jest bardzo uproszczony, na szczęście Tyszka i Manuelce daje szansę na rozwinięcie osobowości. Okazuje się, że przyczyną nieszczęść dziewczynki wcale nie jest tablet, a napięcia między jej rodzicami, których Manuelka nie rozumie. Jej drwiny z Nieni oraz zamknięcie się w świecie gier to nie tyle objaw złego charakteru co po prostu dziecięcej potrzeby wylania na kogoś swoich złych emocji, frustracji, nieszczęścia.

W Lecie Nieni oprócz Manuelki pojawia się jeszcze jedna młoda osoba. Nie duch, ale zachowująca się jak duch. To osierocona Róża, która ucieka przed domem dziecka.

Zimowa część przygód Nieni rozgyrwa się w scenerii zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Znów spotykamy Manuelkę, jest też mowa o tym, co stało się z Różą. Zima Nieni jest ciekawsza niż Lato, bo dzieją się tutaj rzeczy mniej przynależne wyobraźni, a bardziej historii regionu, w którym leży Leśniczówka Marzenie.

Dużą rolę odegra tutaj Emma i przemycone w wyobrażeniach Nieni wspomnienia o jej rodzinie przed laty zamieszkującej leśniczówkę. Tyszka przemyca tutaj fragmenty niełatwej historii ziem, które jeszcze przed II wojną nie należały do Polski.

Wydaje mi się, że akcja toczy się na terenie dawnych Prus Wschodnich, czyli po prostu Mazur. Jako że sama pochodzę z opisywanych przez Tyszkę okolic i wiem, jak zatarła się historia tego regionu, czytałam historyczne fragmenty Zimy Nieni z żywym zainteresowaniem. To ciekawy wątek i mam nadzieję, że jeszcze się pojawi w tym cyklu.

Poza tym w drugiej części rozwijają się relacje między bohaterami, zwłaszcza między Nienią a Manuelką. Pada też kilka cennych wychowawczo (a sprytnie przemyconych) stwierdzeń, z których tutaj zdradzę tylko jedno:

Stop! To ja decyduję, co jest dla mnie najlepsze i bezpieczne!

Coś dla tych, którzy bazgrzą po książkach

O, to jest bardzo ciekawe! Na końcu Lata i Zimy jest miejsce na aktywność czytelnika/czytelniczki! Sama Nienia (a może jednak Autorka?) zachęca np. do wpisania swoich wspomnień z wakacji, do ułożenia rymowanki, do narysowania swojej okolicy. Są też przepisy zarówno na dania fanastyczne (zupa konwaliowa) jak i zupełnie realne przysmaki. W tym roku moje świąteczne pierniczki powstały z przepisu zamieszczonym w Zimie Nieni. Udały się wybornie!

Bardzo podoba mi się takie zaangażowanie czytelnika w aktywności związane z samodzielną lekturą. Jako nauczycielka – bardzo doceniam!

Jest dobrze, ale nie jest idealnie

Muszę przyznać, że jak na książkę przeznaczoną dla dzieci w cyklu o Nieni mało jest szczegółów, które pozwoliłyby czytelnikowi zadomowić się w świecie przedstawionym. Nie wiadomo, gdzie leży Leśniczówka Marzenie, informacja o wieku bohaterki pojawia się dość późno, nie dowiadujemy się jak brzmi pełne imię Nieni. Zabrakło mi takiej starej, dobrej ekspozycji, która w przypadku tej powieści mogłaby pomóc odnaleźć się młodemu odbiorcy w tym, co jest produktem wyobraźni bohaterki, a co należy do świata realnego.

Tak jak już pisałam – Nienia nie jest dla każdego. Nie każdy młody czytelnik czy czytelniczka ma taką wrażliwość jak główna bohaterka i nie każdy odnajdzie się w świecie jej imaginacji oraz ENTUZJASTYCZNEJ (tak, wielkie litery są tutaj celowym nawiązaniem do powieści) narracji. Skoro jednak nawet Manuelka w końcu zaprzyjaźnia się z kuzynką, której zarzuca nadmierny optymizm i dziecinność, to może i czytelniczki się do niej przekonają :-).

Ja czekam na kolejną część Nieni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *